Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

GDDKiA alarmuje: otwieranie bram awaryjnych na autostradach i ekspresówkach grozi surowymi karami

GDDKiA alarmuje, że bezprawne otwieranie bram awaryjnych na autostradach i ekspresówkach wciąż trwa, a stawką są ludzkie życie i zdrowie. Na A18 tylko w ubiegłym roku wystawiono ponad 30 mandatów, a za takie czyny grozi nawet 12 lat więzienia i milionowe roszczenia.
GDDKiA alarmuje: otwieranie bram awaryjnych na autostradach i ekspresówkach grozi surowymi karami

Autor: GDDKiA

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad po raz kolejny alarmuje, że bezprawne otwieranie bram awaryjnych na autostradach i drogach ekspresowych może prowadzić do tragicznych w skutkach zdarzeń. Mimo stosowania kolejnych zabezpieczeń problem nie znika, a skala zjawiska wciąż pozostaje na tyle duża, że utrudnia szybką i skuteczną reakcję zarządcy dróg. Chodzi nie tylko o niszczenie infrastruktury, ale przede wszystkim o realne zagrożenie dla życia i zdrowia uczestników ruchu.

Niszczone zabezpieczenia i powracający problem

Jak podkreśla GDDKiA, od lat wprowadzane są różnego rodzaju rozwiązania mające uniemożliwić otwieranie bram awaryjnych przez osoby nieuprawnione. W praktyce jednak łańcuchy i kłódki są przecinane, a ogrodzenia niszczone. Choć uszkodzenia są sukcesywnie naprawiane i wymieniane, działania sprawców powtarzają się regularnie. Według drogowców wygląda to tak, jakby dla części osób skrócenie sobie drogi do pracy czy łatwiejszy dostęp do terenów leśnych było ważniejsze niż bezpieczeństwo innych.

Skalę zjawiska pokazują dane z autostrady A18 w województwie lubuskim. Tylko w ubiegłym roku policjanci wystawili tam ponad 30 mandatów za niszczenie zabezpieczeń. Z dostępnych informacji wynika, że sprawcami w takich przypadkach najczęściej są lokalni mieszkańcy.

Otwarte bramy to śmiertelne zagrożenie dla kierowców

GDDKiA wskazuje na dwa podstawowe rodzaje ryzyka wynikające z nielegalnego otwierania bram awaryjnych. Pierwszym jest pojawianie się dzikich zwierząt na jezdni. Autostrady i drogi ekspresowe są ogrodzone właśnie po to, by ograniczyć możliwość wtargnięcia zwierzyny na trasę. Otwarta brama staje się luką w tym systemie zabezpieczeń.

Zderzenie z dużym zwierzęciem, takim jak łoś czy dzik, przy prędkości 120 lub 140 km/h może mieć dramatyczne konsekwencje. Tego rodzaju zdarzenie może zakończyć się nie tylko śmiercią lub ciężkimi obrażeniami osób podróżujących jednym pojazdem, ale także wywołać reakcję łańcuchową i doprowadzić do karambolu z udziałem wielu aut.

Nielegalny wjazd prosto pod nadjeżdżające pojazdy

Drugim poważnym zagrożeniem jest nielegalne włączanie się do ruchu przez bramy awaryjne. Są to miejsca techniczne, które nie są przystosowane do normalnego wjazdu na drogę szybkiego ruchu. Nie ma tam pasów włączania, a kierowcy korzystający z takich przejazdów pojawiają się nagle na jezdni, wprost przed samochodami poruszającymi się z dużą prędkością.

W praktyce oznacza to skrajnie niebezpieczne sytuacje, w których inni uczestnicy ruchu mają bardzo mało czasu na reakcję. Przy prędkościach dopuszczalnych na autostradach i ekspresówkach nawet chwila zawahania może prowadzić do zderzenia o tragicznych skutkach.

Las, grzyby i jagody nie usprawiedliwiają łamania prawa

Szczególnie ostro drogowcy oceniają zachowanie osób, które traktują pas drogowy autostrady jak wygodny parking podczas sezonu na grzyby i jagody. Jak zaznacza GDDKiA, dochodzi do sytuacji, w których kierowcy niszczą bramy awaryjne, zatrzymują pojazdy przy drodze i wchodzą do pobliskiego lasu. Takie działania określono jako przejaw kompletnej ignorancji wobec przepisów i skrajnego braku wyobraźni.

Bramy awaryjne, zgodnie z obowiązującymi zasadami, są przeznaczone wyłącznie dla służb ratowniczych i muszą pozostawać zamknięte. Nie służą ani do skracania sobie trasy, ani do dojazdu do terenów rekreacyjnych czy leśnych. Każde ich nieuprawnione otwarcie tworzy zagrożenie, które może dotknąć przypadkowych kierowców.

Surowe konsekwencje karne i finansowe

GDDKiA przypomina, że skutki prawne takich działań mogą być bardzo poważne. Jeśli nieuprawnione otwarcie bramy awaryjnej doprowadzi do wypadku, czyn może zostać zakwalifikowany jako sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Za takie przestępstwo grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Jeżeli dojdzie do karambolu, kwalifikacja prawna może zostać zmieniona na spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. W sytuacji, gdy w wyniku zdarzenia ktoś zginie albo wiele osób dozna ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, sprawcy może grozić nawet do 12 lat więzienia.

To jednak nie koniec możliwych konsekwencji. Zarządca drogi lub ubezpieczyciele mogą dochodzić od sprawcy roszczeń finansowych. Chodzi zarówno o koszty naprawy zniszczonej infrastruktury, jak i odszkodowania wypłacane ofiarom wypadków. W praktyce regres może sięgać milionów złotych.

Potrzebna reakcja świadków

GDDKiA podkreśla, że ograniczenie tego niebezpiecznego zjawiska nie zależy wyłącznie od działań służb i zarządcy dróg. Istotną rolę mogą odegrać także świadkowie takich zdarzeń. Każda osoba, która widzi niszczenie bram awaryjnych lub ich zabezpieczeń, powinna niezwłocznie powiadomić odpowiednie służby.

Według drogowców tylko wspólne działanie może skutecznie ograniczyć, a z czasem wyeliminować proceder, który dziś wciąż się powtarza. Stawką nie jest wyłącznie stan infrastruktury drogowej, ale bezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg szybkiego ruchu. Pytanie, które wybrzmiewa w tym ostrzeżeniu szczególnie mocno, pozostaje aktualne: czy naprawdę musi dojść do tragedii, by ten problem wreszcie przestał się powtarzać?


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
PRZECZYTAJ
Reklama
  
Reklama