Sejm przyjął ustawę, która ma ograniczyć najwyższe kontrakty w publicznej ochronie zdrowia i uporządkować czas pracy medyków. To jedna z najbardziej zdecydowanych prób ingerencji państwa w rynek wynagrodzeń finansowanych z publicznych pieniędzy. Zwolennicy zmian mówią o końcu patologii i wieloetatowości, przeciwnicy ostrzegają, że skutkiem mogą być kolejne problemy kadrowe, zwłaszcza w mniejszych szpitalach i poradniach.
Za uchwaleniem ustawy zagłosowało 229 posłów, przeciw było 144, a 67 wstrzymało się od głosu. Teraz przepisami zajmie się Senat. Już na tym etapie widać jednak, że nowe regulacje mogą istotnie zmienić zasady zatrudniania lekarzy, pielęgniarek, położnych, ratowników medycznych i fizjoterapeutów.
Limit stawki i limit czasu pracy
Najgłośniejszym elementem ustawy jest wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej na poziomie 240 zł brutto. Nie będzie to jednak kwota wpisana do ustawy na stałe. Limit ma wynikać z przelicznika stanowiącego 1/20 minimalnego wynagrodzenia, co oznacza, że wraz ze wzrostem płacy minimalnej automatycznie wzrośnie również górna granica stawki.
Drugim filarem zmian jest ograniczenie czasu pracy. Medyk finansowany ze środków publicznych nie będzie mógł pracować więcej niż równowartość dwóch etatów, czyli 320 godzin miesięcznie. Z tego wynika również maksymalne miesięczne wynagrodzenie, odpowiadające 16-krotności płacy minimalnej. Przy obecnych stawkach oznacza to około 76,8 tys. zł brutto miesięcznie.
Nowe przepisy nie obejmują wyłącznie lekarzy. Ustawodawca rozszerzył je także na inne zawody medyczne, w tym pielęgniarki, położne, ratowników medycznych oraz fizjoterapeutów. To oznacza, że reforma ma mieć charakter systemowy, a nie dotyczyć jedynie najbardziej medialnych przypadków wielotysięcznych kontraktów lekarskich.
Zmiany także w zasadach zatrudniania
Ustawa przewiduje również obowiązek zatrudnienia medyka co najmniej na pół etatu w szpitalach i poradniach przyszpitalnych. W praktyce ma to ograniczyć sytuacje, w których specjaliści pojawiają się w wielu placówkach jedynie na krótkie dyżury lub pojedyncze godziny, a ich łączny czas pracy bywa trudny do realnego zweryfikowania.
Przewidziano jednak wyjątki. Mają one dotyczyć między innymi części specjalizacji oraz lekarzy, którzy wykonują jedynie kilkugodzinne konsultacje. To istotne z punktu widzenia placówek, które nie są w stanie zapewnić pełnego wymiaru pracy specjalistom, ale potrzebują ich obecności choćby przez kilka godzin tygodniowo.
Rząd uderza w wieloetatowość
Intencją rządu jest ograniczenie zjawiska wieloetatowości, w którym jeden medyk równolegle pracuje w kilku miejscach, a suma deklarowanych godzin osiąga poziom budzący wątpliwości co do bezpieczeństwa i realnej możliwości wykonywania obowiązków. Nowe przepisy mają też zwiększyć możliwości kontrolne Narodowego Funduszu Zdrowia.
Do ustawy wpisano także rozwiązanie określane jako „lex Kacprzyk”. Zgodnie z nim medyk, który umyślnie poda nieprawdziwe informacje dotyczące udzielanych świadczeń, może zostać czasowo wykluczony z pracy finansowanej przez NFZ. W przypadku ponownego naruszenia konsekwencją może być nawet bezterminowe wykluczenie z publicznego systemu. To odpowiedź na głośne przypadki dotyczące rozliczania czasu pracy i ogromnych dochodów części medyków.
Szpitale chcą oszczędności, ale obawiają się skutków
Z punktu widzenia dyrektorów zadłużonych szpitali ustawa może wydawać się korzystna. Podczas spotkań przedstawicieli szpitali powiatowych padały informacje, że w niektórych placówkach nawet około 90 proc. kosztów pochłaniają wynagrodzenia. Pojawiały się też głosy, że żądania sięgające 400 zł za godzinę są nie do zaakceptowania.
Jednocześnie to właśnie dyrektorzy szpitali najgłośniej ostrzegają przed praktycznymi konsekwencjami nowych limitów. Największy problem może pojawić się w mniejszych miejscowościach, gdzie placówki często nie mają własnych specjalistów, takich jak kardiolog czy neurolog, zatrudnionych na pełen etat. W takich miejscach lekarze dojeżdżają z większych miast na dyżury albo prowadzą poradnie jedynie przez kilka godzin tygodniowo.
Jeśli wynagrodzenie za taką pracę przestanie być dla nich atrakcyjne, mogą z niej po prostu zrezygnować. Dla dużego ośrodka będzie to kłopot organizacyjny, ale dla szpitala powiatowego może oznaczać realny brak dostępu do konkretnego specjalisty.
Ryzyko dla pacjentów i poradni specjalistycznych
Największe obawy dotyczą poradni specjalistycznych, w których lekarze często nie pracują nawet na pół etatu. Nowe przepisy mogą więc wymusić głęboką przebudowę modelu zatrudnienia. Dla części placówek może to oznaczać konieczność całkowitego przeorganizowania pracy, a dla części pacjentów dłuższe oczekiwanie na wizytę lub konieczność szukania pomocy w większym mieście.
Tu ujawnia się główny paradoks reformy. Państwo chce ograniczyć najwyższe kontrakty i zatrzymać więcej pieniędzy w systemie na leczenie pacjentów. Jeżeli jednak część specjalistów zniknie z małych placówek, skutek może być odwrotny od zamierzonego. Zamiast poprawy dostępności pojawią się zamknięte poradnie, dłuższe kolejki i większe nierówności między dużymi miastami a mniejszymi ośrodkami.
Nie można też wykluczyć innego efektu ubocznego. Limit 240 zł za godzinę może stać się punktem odniesienia także dla tych lekarzy, którzy dziś zarabiają mniej, na przykład 180 lub 200 zł za godzinę. W efekcie ustawa może nie tylko obniżyć część najwyższych kontraktów, ale również podnieść oczekiwania płacowe w grupie, która dotąd pracowała za niższe stawki.
To dopiero początek sporu
Przed ustawą jeszcze dalsza droga legislacyjna. Po pracach w Senacie trafi ona do prezydenta. Już teraz jednak widać, że temat wynagrodzeń medyków stanie się jednym z najważniejszych sporów wokół funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia.
Nowe przepisy mają przeciąć najbardziej kontrowersyjne praktyki i zwiększyć kontrolę nad publicznymi pieniędzmi. Pytanie brzmi jednak, czy uda się to zrobić bez pogorszenia dostępu pacjentów do specjalistów. W wielu szpitalach powiatowych problemem nie jest bowiem wyłącznie wysokość kontraktu, ale po prostu brak lekarza, który mógłby przejąć obowiązki, gdy dotychczasowy specjalista odejdzie.


.jpg)






.jpg)