Zaledwie dwa głosy przesądziły o wyniku jednego z ważniejszych sejmowych głosowań dotyczących przyszłości samorządów. W czwartek, 22 października, Sejm odrzucił projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, który zakładał zniesienie obowiązującej od 2018 roku zasady dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. W praktyce oznacza to, że jeśli przepisy nie zostaną zmienione przed kolejnymi wyborami lokalnymi, w 2029 roku ponad 1,5 tys. samorządowców w całym kraju może stracić możliwość ubiegania się o reelekcję.
Projekt przygotowany z inicjatywy Polskiego Stronnictwa Ludowego nie uzyskał wymaganej większości. Za przyjęciem zmian zagłosowało 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięciu parlamentarzystów wstrzymało się od głosu. Tak niewielka różnica wystarczyła, by utrzymać w mocy obecne przepisy i zamknąć drogę do kolejnego startu w wyborach części urzędujących włodarzy gmin i miast.
Głosowanie pokazało przy tym wyraźne podziały polityczne. PSL jednomyślnie poparło własny projekt, a za zmianami opowiedziała się również większość głosujących posłów Koalicji Obywatelskiej. To jednak nie wystarczyło. Część przedstawicieli obozu rządzącego zagłosowała przeciw, część wstrzymała się od głosu lub nie uczestniczyła w głosowaniu. Przeciwko zniesieniu limitu opowiedziała się z kolei zdecydowana większość PiS oraz cały głosujący klub Rozwoju Plus.
Na czym polega dwukadencyjność
Obowiązująca zasada jest jasna: ta sama osoba może zostać wybrana wójtem, burmistrzem lub prezydentem miasta w tej samej gminie najwyżej dwa razy. Ograniczenie zostało wprowadzone w 2018 roku przez Prawo i Sprawiedliwość, przy czym wcześniejsze kadencje nie są wliczane do limitu. To właśnie dlatego kluczowe znaczenie mają wybory samorządowe z 2018 i 2024 roku.
Jeżeli samorządowiec wygrał wybory w obu tych terminach, w 2029 roku nie będzie mógł ponownie kandydować na to samo stanowisko w tej samej gminie. Skala zjawiska może być bardzo duża. Według wyliczeń Unii Metropolii Polskich ograniczenie może objąć 1519 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Inne szacunki mówią nawet o około 1,6 tys. osób.
W praktyce oznacza to, że w setkach gmin i miast w Polsce wyborcy będą musieli wskazać nowego włodarza, nawet jeśli dotychczasowy cieszy się silnym poparciem mieszkańców. To właśnie ten skutek sprawia, że spór o dwukadencyjność od lat budzi duże emocje zarówno wśród polityków, jak i samych samorządowców.
Przeciwnicy dwukadencyjności argumentują, że o długości sprawowania urzędu przez wójta, burmistrza czy prezydenta miasta powinni decydować mieszkańcy przy urnach wyborczych. W ich ocenie to wyborcy najlepiej weryfikują skuteczność lokalnych władz, a ustawowe ograniczenie odbiera społecznościom prawo do ponownego wyboru osoby, którą oceniają dobrze.
Zwolennicy utrzymania limitu podkreślają natomiast, że wieloletnie sprawowanie władzy może prowadzić do utrwalania lokalnych układów i osłabiania realnej konkurencji wyborczej. Ich zdaniem rotacja na stanowiskach sprzyja odświeżeniu życia publicznego i zwiększa szanse nowych kandydatów na podjęcie skutecznej rywalizacji z urzędującym włodarzem.
Sejm nie rozstrzygnął tego sporu zdecydowaną większością. Przeciwnie, wynik głosowania pokazał, że kwestia ta nadal dzieli scenę polityczną, a przyszłość przepisów może jeszcze stać się przedmiotem kolejnych prób legislacyjnych.
Skutki dla Krosna i powiatu krośnieńskiego
Konsekwencje sejmowej decyzji będą odczuwalne także lokalnie. Przy obecnym stanie prawnym w 2029 roku o ponowny wybór nie będą mogli ubiegać się Piotr Przytocki, prezydent Krosna, Grzegorz Węgrzynowski, wójt gminy Chorkówka, oraz Mateusz Liput, wójt gminy Krościenko Wyżne.
Wszyscy trzej uzyskali reelekcję w 2024 roku, co oznacza, że wykorzystali już limit dwóch kadencji liczonych od momentu wejścia w życie nowych przepisów. W przypadku Krosna sprawa ma dodatkowy wymiar symboliczny. Piotr Przytocki należy do najdłużej urzędujących włodarzy miast w Polsce, a swoją pierwszą kadencję rozpoczął jesienią 2002 roku. Oznacza to, że kieruje miastem od 24 lat.
Dla mieszkańców Krosna, Chorkówki i Krościenka Wyżnego oznaczałoby to konieczność wyboru nowych gospodarzy swoich samorządów niezależnie od bieżącej oceny pracy obecnych władz. Wszyscy trzej cieszą się bardzo dużą popularnością i prawdopodobnie w 2029 roku kolejny raz wyborcy mogliby ich wybrać na następną kadencję. To sytuacja, która może wyraźnie wpłynąć na lokalną scenę polityczną i układ sił przed kolejnymi wyborami.
PSL zapowiada kolejny krok
Po odrzuceniu projektu lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział następny ruch polityczny. Ludowcy chcą teraz wprowadzenia zasady dwóch kadencji także dla posłów i senatorów. Według tej argumentacji, skoro ustawodawca uznaje, że zbyt długie sprawowanie władzy przez włodarzy gmin i miast może być problemem, podobna reguła powinna obejmować również parlamentarzystów zasiadających przez wiele lat w Sejmie i Senacie.
Na razie jest to jednak wyłącznie zapowiedź polityczna. Faktem pozostaje, że obecne przepisy dotyczące samorządów nadal obowiązują, a ich skutki staną się w pełni widoczne podczas wyborów w 2029 roku, o ile wcześniej nie dojdzie do kolejnej nowelizacji Kodeksu wyborczego.
Zmiany wciąż możliwe, ale dziś sytuacja jest jasna
Do kolejnych wyborów samorządowych pozostało jeszcze około dwa i pół roku, dlatego nie można wykluczyć ponownej próby zmiany prawa. Czwartkowe głosowanie dobitnie pokazało, że o losie takich projektów mogą przesądzać pojedyncze decyzje i minimalne różnice w liczbie głosów.
Na dziś sytuacja pozostaje jednak jednoznaczna. Dwukadencyjność w samorządach zostaje, a rok 2029 może przynieść jedną z największych od lat wymian na stanowiskach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Dla wielu lokalnych wspólnot będzie to nie tylko formalna zmiana przepisów, ale początek nowego etapu w zarządzaniu gminami i miastami.



.jpg)






.jpg)