Wraca dobrze znany jesienny obowiązek związany z przestawianiem zegarków. W nocy z 24 na 25 października nastąpi przejście z czasu letniego na zimowy. O godzinie 3.00 wskazówki trzeba będzie cofnąć na 2.00, co w praktyce oznacza dłuższą o godzinę noc i dodatkowy czas snu.
Dla większości osób zmiana odbędzie się niemal niezauważalnie, ponieważ telefony, komputery, smartwatche i wiele innych nowoczesnych urządzeń zaktualizuje godzinę automatycznie. Ręcznego przestawienia będą wymagały głównie tradycyjne zegarki, a także część urządzeń domowych i samochodowych.
Zmiana czasu zostaje na kolejne lata
Tegoroczna jesienna zmiana czasu zwraca uwagę również z innego powodu. Obowiązujące obecnie polskie rozporządzenie określało terminy przestawiania zegarków jedynie do końca 2026 roku. Mogło to sugerować, że system sezonowych zmian czasu zbliża się do końca, jednak nic nie wskazuje na to, by miało to nastąpić w najbliższym czasie.
Rząd przygotował już projekt kolejnego rozporządzenia obejmującego lata 2027-2031. Zgodnie z jego założeniami Polska nadal będzie przechodzić na czas letni w ostatnią niedzielę marca i wracać do czasu standardowego w ostatnią niedzielę października. Oznacza to, że dwa razy w roku wciąż będziemy zmieniać ustawienia zegarów.
To istotna informacja w kontekście trwającej od lat europejskiej debaty na temat zniesienia zmian czasu. W konsultacjach przeprowadzonych przez Komisję Europejską w 2018 roku udział wzięło ponad 4,6 mln osób. Aż 84 proc. uczestników opowiedziało się za zakończeniem sezonowego przestawiania zegarków. Choć Parlament Europejski poparł kierunek takich zmian, państwom członkowskim nie udało się dotąd wypracować wspólnego stanowiska.
Efekt jest taki, że mimo wieloletnich dyskusji i zapowiedzi, obecny system nadal obowiązuje. Dla mieszkańców oznacza to, że październikowe i marcowe zmiany czasu pozostaną częścią kalendarza również w kolejnych latach.
Od 2027 roku nadejdzie inna zmiana
Choć sezonowe przestawianie zegarków pozostanie z nami na dłużej, świat czeka równolegle inna, znacznie mniej widoczna, ale bardzo ważna rewolucja w odmierzaniu czasu. Podczas 28. Generalnej Konferencji Miar, która odbyła się w dniach 13-15 października w Wersalu, zapadła decyzja o likwidacji sekund przestępnych od 20 maja 2027 roku. Informację tę podał Dziennik.pl.
W praktyce oznacza to, że uniwersalny czas koordynowany UTC ma od tego momentu płynąć w sposób ciągły, bez okazjonalnego dokładania pojedynczej sekundy. Dla przeciętnego odbiorcy może brzmieć to jak techniczny detal, jednak dla współczesnego świata opartego na precyzyjnej synchronizacji czasu jest to zmiana o dużym znaczeniu.
Czym są sekundy przestępne
Sekundy przestępne wprowadzono w 1972 roku. Ich stosowanie wynika z różnicy między niezwykle regularnym czasem odmierzanym przez zegary atomowe a rzeczywistym ruchem Ziemi. Nasza planeta nie obraca się wokół własnej osi z idealnie stałą prędkością, dlatego z biegiem czasu pojawia się rozbieżność między czasem atomowym a czasem wynikającym z obrotu Ziemi.
Aby te dwa sposoby liczenia czasu pozostawały blisko siebie, do skali UTC co pewien czas dodawano jedną sekundę. Była to korekta niewielka z punktu widzenia codziennego życia, ale konieczna z perspektywy precyzyjnej synchronizacji. Ostatni raz taka dodatkowa sekunda została wprowadzona pod koniec 2016 roku.
Dla człowieka jedna sekunda zwykle nie robi większej różnicy. W świecie zaawansowanych technologii sytuacja wygląda jednak inaczej. Tam nawet minimalne odchylenia mogą powodować poważne komplikacje.
Dlaczego jedna sekunda ma znaczenie
Współczesna gospodarka i infrastruktura techniczna opierają się na dokładnym i wspólnym odmierzaniu czasu. Precyzyjnej synchronizacji wymagają systemy telekomunikacyjne, sieci energetyczne, nawigacja satelitarna, transport, centra danych oraz systemy finansowe. Znaczenie ma to nawet przy transakcjach realizowanych automatycznie przez komputery w ułamkach sekundy.
Dodanie jednej niestandardowej sekundy do doby oznacza więc konieczność dostosowania ogromnej liczby urządzeń, programów i systemów informatycznych. To z kolei zwiększa ryzyko błędów i zakłóceń. Właśnie dlatego sekundy przestępne od lat budzą wśród ekspertów coraz więcej wątpliwości.
Jeszcze większe obawy wiążą się z możliwością zastosowania w przyszłości ujemnej sekundy przestępnej. W takim scenariuszu nie należałoby jednej sekundy dodać, lecz ją usunąć. Taka operacja nigdy wcześniej nie została przeprowadzona, co dodatkowo zwiększało niepewność po stronie operatorów systemów i specjalistów odpowiedzialnych za ich stabilność.
Czas ciągły zamiast korekt
Decyzja o odejściu od sekund przestępnych ma właśnie ograniczyć tego rodzaju ryzyka. Od 20 maja 2027 roku UTC ma funkcjonować jako ciągła skala czasu, bez pojedynczych, nieregularnych korekt. Jak podkreśla Główny Urząd Miar, oznacza to przejście na ciągłą skalę czasu UTC.
To zmiana, której większość ludzi prawdopodobnie nie odczuje bezpośrednio. Nie wpłynie ona na codzienne patrzenie na zegarek w takim stopniu, jak cofanie wskazówek jesienią czy przesuwanie ich wiosną. Będzie jednak istotna dla funkcjonowania systemów, od których zależy komunikacja, energetyka, transport i finanse.
Najbliższej nocy znów cofniemy zegarki o godzinę, ale prawdziwie przełomowa zmiana dopiero nadchodzi. O ile sezonowe zmiany czasu pozostaną z nami co najmniej do 2031 roku, o tyle od 2027 roku świat zacznie odmierzać czas według nowych zasad. Dla zwykłych użytkowników będzie to niemal niewidoczne, lecz dla nowoczesnej technologii może okazać się jedną z najważniejszych zmian ostatnich lat.



.jpg)






.jpg)