Elektryczne hulajnogi miały być wygodnym i szybkim sposobem poruszania się po mieście. Dziś coraz częściej stają się jednak bohaterkami policyjnych raportów i szpitalnych interwencji. Skala zagrożenia rośnie, a lekarze oraz służby nie mają wątpliwości, że problem przestał być marginalny. W ciągu siedmiu miesięcy 2026 roku w wypadkach z udziałem hulajnóg zginęło już 11 osób, czyli tyle samo, ile przez cały poprzedni rok.
Z policyjnych danych wynika, że od stycznia do końca lipca 2026 roku odnotowano 828 wypadków z udziałem hulajnóg. W ich następstwie śmierć poniosło 11 osób, a 745 zostało rannych. To bilans szczególnie alarmujący, ponieważ liczba ofiar śmiertelnych już po siedmiu miesiącach zrównała się z wynikiem za cały 2025 rok.
Trend wzrostowy widać także w ujęciu kilkuletnim. W 2022 roku zanotowano 543 wypadki z udziałem elektrycznych hulajnóg. W 2024 roku było ich już 752, a w 2025 roku liczba ta wzrosła do 1158. Statystyki pokazują więc wyraźnie, że wraz z popularyzacją tego środka transportu rośnie również liczba groźnych zdarzeń drogowych.
Neurochirurg alarmuje po dramatycznych przypadkach
O skali problemu mówią nie tylko liczby, ale też lekarze, którzy na co dzień mają do czynienia z ofiarami takich wypadków. Dr n. med. Łukasz Rakasz, neurochirurg dziecięcy, w rozmowie z Medonetem opisał przypadek 10-letniego dziecka, które jechało hulajnogą rozpędzoną do 60 km/h, bez kasku. Upadek zakończył się krwiakiem wewnątrzczaszkowym i koniecznością pilnej operacji neurochirurgicznej.
To jeden z przykładów pokazujących, że pozornie niewinny środek transportu może w niektórych sytuacjach prowadzić do obrażeń typowych dla bardzo poważnych wypadków komunikacyjnych. Zdaniem lekarza urazy związane z hulajnogami osiągnęły skalę, której nie można już lekceważyć.
Prędkość jako jeden z głównych problemów
Jednym z najpoważniejszych zagrożeń pozostaje prędkość. Zgodnie z obowiązującymi przepisami hulajnoga elektryczna może poruszać się z maksymalną prędkością 20 km/h. W praktyce jednak po usunięciu blokad niektóre pojazdy osiągają 60, 70, a nawet blisko 90 km/h.
Przy takich wartościach zwykły upadek przestaje być błahym incydentem. Lekarze mają do czynienia ze złamaniami kości twarzoczaszki, żuchwy i oczodołów, wybitymi zębami oraz rozległymi ranami. Najgroźniejsze są jednak urazy mózgu i krwiaki wewnątrzczaszkowe, które wymagają natychmiastowej interwencji chirurgicznej i mogą bezpośrednio zagrażać życiu.
Za policyjnymi statystykami stoją konkretne ludzkie dramaty. 20 października policja poinformowała o śmierci 15-latka, który jadąc hulajnogą zderzył się z samochodem. Nastolatek miał kask, jednak mimo podjętej reanimacji nie udało się go uratować.
Kilka dni wcześniej w Radzyniu Podlaskim doszło do kolejnego groźnego wypadku. 17-latek bez kasku wjechał nieoświetloną hulajnogą pod samochód. Jak ustalili policjanci, pojazd mógł rozwijać prędkość blisko 90 km/h. To przykład sytuacji, w której połączenie nadmiernej prędkości, braku odpowiedniego wyposażenia i lekceważenia zasad ruchu drogowego tworzy śmiertelnie niebezpieczną mieszankę.
Kask nie gwarantuje bezpieczeństwa, ale może uratować zdrowie
Dr Rakasz zwraca uwagę, że obowiązek stosowania kasków przez młodych użytkowników przyniósł zauważalne efekty. Jak podkreśla, dzięki nim ciężkie obrażenia częściej zamieniają się w średnie, a średnie w lekkie. Kask nie eliminuje ryzyka całkowicie, ale może mieć kluczowe znaczenie dla skali obrażeń.
Problemem pozostaje jednak to, że z niebezpiecznie szybkich hulajnóg korzystają często dzieci i nastolatkowie, którzy nie potrafią jeszcze właściwie ocenić prędkości, drogi hamowania ani zachowania innych uczestników ruchu. W takich warunkach nawet krótka przejażdżka może zakończyć się tragedią.
Samorządy reagują, ale to może nie wystarczyć
Na rosnące zagrożenie zaczynają odpowiadać samorządy. Ograniczenia lub zakazy jazdy hulajnogami wprowadzono między innymi w parkach i centrach Wrześni, Białegostoku, Gniezna, Kutna i Chojnic. Gdańsk sezonowo ogranicza ruch hulajnóg w historycznym centrum, a podobne rozwiązania stosuje także Sopot. Nad szerszymi regulacjami pracuje również Warszawa.
Neurochirurg podkreśla jednak, że same nowe przepisy nie rozwiążą problemu, jeśli pozostaną martwe. Jak zaznacza dr Łukasz Rakasz, w pierwszej kolejności należałoby skutecznie egzekwować regulacje, które już obowiązują. W przeciwnym razie kolejne zakazy mogą jedynie utrwalać przekonanie, że prawo można bez większych konsekwencji omijać.
Sama hulajnoga nie musi być niebezpieczna. Zagrożenie pojawia się wtedy, gdy korzysta z niej dziecko bez odpowiedniego przygotowania, użytkownik ignoruje przepisy lub ktoś usuwa fabryczne ograniczniki prędkości, zamieniając miejski środek transportu w pojazd zdolny rozwijać prędkości porównywalne z samochodem.
Dzisiejsze statystyki i relacje lekarzy pokazują jasno, że nie chodzi już o pojedyncze incydenty. Coraz częściej finałem jazdy na hulajnodze nie jest mandat czy uszkodzony pojazd, ale karetka, stół operacyjny albo śmierć. To sygnał ostrzegawczy zarówno dla użytkowników, jak i dla tych, którzy odpowiadają za egzekwowanie prawa i bezpieczeństwo na drogach.



.jpg)






.jpg)