Na polskich ulicach coraz częściej pojawiają się elektryczne jednoślady, które tylko z pozoru przypominają zwykłe rowery lub hulajnogi. W praktyce część z nich osiąga parametry bliższe motorowerom, a nawet motocyklom. Rząd zapowiada, że chce ukrócić ten proceder i uporządkować rynek urządzeń, które dziś można bez większego problemu kupić, także przez internet.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak przyznał, że skala zjawiska jest poważna. Jak zapowiedział w TVP Info, przygotowywane zmiany mają objąć nie tylko użytkowników takich pojazdów, ale również importerów i sprzedawców oferujących je w Polsce. Celem jest wyeliminowanie sytuacji, w której pojazd formalnie sprzedawany jako rower elektryczny lub hulajnoga w rzeczywistości znacząco przekracza dopuszczalne prawem parametry.
Urządzenia, które wymykają się obecnym definicjom
Obowiązujące przepisy precyzyjnie określają, czym jest rower elektryczny. Pomocniczy napęd takiego pojazdu może mieć maksymalnie 250 W mocy znamionowej ciągłej, a wspomaganie powinno wyłączać się po przekroczeniu 25 km/h. W przypadku hulajnogi elektrycznej maksymalna dopuszczalna prędkość wynosi 20 km/h.
Problem polega na tym, że na rynku dostępne są urządzenia, które znacznie wykraczają poza te limity. Część z nich już w chwili zakupu ma bardzo wysokie osiągi, a część można dodatkowo odblokować przez zmianę ustawień sterownika lub zastosowanie innych rozwiązań zwiększających prędkość. To właśnie takie konstrukcje ministerstwo określa jako problem wymagający pilnej reakcji.
Rząd szykuje zmiany w przepisach
Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad nowelizacją przepisów dotyczących homologacji i warunków technicznych pojazdów. Jednym z kluczowych elementów ma być zwiększenie uprawnień Transportowego Dozoru Technicznego. TDT ma skuteczniej kontrolować urządzenia oraz części wprowadzane na polski rynek, również te oferowane w sprzedaży internetowej.
Jeśli podczas kontroli zostanie stwierdzona niezgodność z przepisami, możliwe ma być wycofanie danego produktu z rynku. Odpowiedzialność ma spoczywać nie tylko na podmiotach sprowadzających taki sprzęt do kraju, ale również na sprzedawcach, którzy oferują urządzenia niespełniające wymaganych norm. To oznacza wyraźne przesunięcie ciężaru odpowiedzialności także na tych, którzy dziś korzystają z nieprecyzyjnych opisów lub handlują pojazdami balansującymi na granicy definicji.
Kontrole mają być skuteczniejsze
Jednym z największych problemów przy drogowych kontrolach jest dziś ustalenie, jakie są rzeczywiste parametry danego pojazdu. Deklaracje producenta nie zawsze muszą odpowiadać stanowi faktycznemu, a użytkownik może po zakupie samodzielnie zmienić ustawienia urządzenia i zwiększyć jego możliwości.
Dlatego, jak podaje Interia Biznes, planowane jest wyposażenie policji w specjalne hamownie pozwalające sprawdzić faktyczną moc i osiągi kontrolowanego jednośladu. Szersze kompetencje w tym zakresie mają otrzymać także strażnicy miejscy. W praktyce może to zakończyć sytuacje, w których pojazd wyglądający jak zwykła hulajnoga porusza się z prędkością charakterystyczną dla znacznie cięższych i szybszych maszyn.
Kiedy „rower” staje się motorowerem
Dla właścicieli takich urządzeń planowane zmiany mogą oznaczać poważne konsekwencje. Jeżeli pojazd nie spełnia ustawowej definicji roweru elektrycznego lub hulajnogi elektrycznej, nie można traktować go jak zwykłego jednośladu tylko dlatego, że tak został nazwany przez sprzedawcę.
W zależności od parametrów technicznych taki pojazd może zostać zakwalifikowany do innej kategorii, między innymi jako motorower. Wówczas pojawiają się dodatkowe obowiązki: rejestracja, ubezpieczenie OC, badanie techniczne czy odpowiednie uprawnienia do kierowania. To istotny sygnał dla osób kupujących mocne elektryczne jednoślady w internecie. Sama nazwa produktu nie przesądza bowiem o tym, jak będzie on oceniany przez przepisy i służby kontrolne.
Bezpieczeństwo coraz większym argumentem
Zaostrzenie przepisów ma również mocne uzasadnienie w danych dotyczących wypadków. W 2025 roku użytkownicy hulajnóg elektrycznych uczestniczyli w 1158 wypadkach. Zginęło w nich 11 osób, a 1055 zostało rannych. W porównaniu z 2024 rokiem liczba takich zdarzeń wzrosła o 54 proc.
Niepokojąco wyglądają także statystyki z 2026 roku. W pierwszych siedmiu miesiącach policja odnotowała już 828 wypadków z udziałem użytkowników hulajnóg elektrycznych. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich 702. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła z pięciu do 11, a liczba rannych z 638 do 745.
Szczególny niepokój budzi udział najmłodszych. W 2025 roku w wypadkach z udziałem hulajnóg elektrycznych uczestniczyły również 243 osoby w wieku od 7 do 14 lat. To właśnie bezpieczeństwo dzieci i młodzieży jest jednym z argumentów przemawiających za dalszym uszczelnieniem przepisów.
Zmiany już częściowo obowiązują
Obecne działania nie są pierwszą próbą uporządkowania zasad korzystania z elektrycznych jednośladów. W 2026 roku weszły już w życie kolejne ograniczenia. Od 3 marca osoby poniżej 13. roku życia nie mogą samodzielnie korzystać z e-hulajnóg i urządzeń transportu osobistego na drogach publicznych.
Z kolei od 3 czerwca osoby poniżej 16 lat mają obowiązek używania kasku ochronnego podczas jazdy rowerem, rowerem elektrycznym, hulajnogą elektryczną i UTO. Teraz państwo chce pójść o krok dalej i skupić się nie tylko na zasadach użytkowania, ale przede wszystkim na samym rynku urządzeń.
Cel: nie zakaz, lecz uporządkowanie rynku
Resort infrastruktury podkreśla, że nie chodzi o zakaz zwykłych hulajnóg elektrycznych czy rowerów elektrycznych. Planowane rozwiązania mają uderzyć przede wszystkim w pojazdy, które dzięki dużej mocy, wysokiej prędkości lub łatwej możliwości usunięcia ograniczeń faktycznie wykraczają poza kategorię, do której są przypisywane.
Nowe przepisy mogą wejść w życie wiosną 2027 roku. Jeśli tak się stanie, importerzy i sprzedawcy będą musieli znacznie dokładniej weryfikować, co trafia do oferty i na polski rynek. Dla użytkowników będzie to z kolei wyraźny sygnał, że elektryczny jednoślad nie zawsze jest tylko rowerem lub hulajnogą, nawet jeśli właśnie tak wygląda.
Planowane zmiany mają więc uporządkować szybko rosnący segment rynku, w którym technologia coraz częściej wyprzedza przepisy. Dla państwa stawką jest bezpieczeństwo na drogach i skuteczniejsza kontrola nad urządzeniami, które z pozoru są niegroźne, ale w praktyce potrafią zachowywać się jak pełnoprawne pojazdy silnikowe.




.jpg)






.jpg)