Mieszkańcy podkreślają, że problem nie sprowadza się wyłącznie do samej obecności barszczu Sosnowskiego, ponieważ roślina ta występuje licznie także w innych miejscach wzdłuż koryta Jasiołki, co potwierdzają również zgłoszenia z sąsiednich miejscowości. Największe obawy budzi jednak bliskość skupiska do terenu rekreacyjnego oraz jego skala. Jak relacjonują mieszkańcy, chodzi o obszar przeznaczony głównie dla rodzin z dziećmi, gdzie znajdują się altany wypoczynkowe i budka gastronomiczna z lodami, a samo skupisko liczy od 50 do nawet 150 sztuk roślin.
Roślina osiągnęła już około czterech metrów wysokości
Zdaniem mieszkańców tegoroczna sytuacja jest wyjątkowo poważna. Wskazują oni, że opieszałość gminy przyniosła realne i niebezpieczne skutki, ponieważ barszcz Sosnowskiego osiągnął już około czterech metrów wysokości. Dorodne okazy zdążyły zakwitnąć, a to oznacza, że tysiące nasion właśnie się rozsiewa, zwiększając ryzyko dalszej ekspansji gatunku w kolejnych latach.
Emocje budzi również fakt, że teren rekreacyjny znajdujący się w sąsiedztwie zagrożenia jest terenem gminnym. W opinii mieszkańców to właśnie samorząd powinien wykazywać szczególną determinację w walce z niebezpieczną rośliną, zwłaszcza gdy zagrożone jest bezpieczeństwo osób korzystających z miejsca wypoczynku. W lokalnej społeczności coraz częściej pojawia się pytanie, czy zdrowie i życie mieszkańców, dzieci oraz odwiedzających okolicę turystów nie powinno być dla władz priorytetem.

Tabliczki ostrzegawcze to za mało
Mieszkańcy zwracają uwagę, że dotychczasowe działania były niewystarczające. Jak podkreślają, ograniczanie się głównie do ustawiania tablic ostrzegawczych nie rozwiązuje problemu, a jedynie sygnalizuje jego istnienie. Tymczasem barszcz Sosnowskiego nadal rośnie, rozprzestrzenia się i stwarza coraz większe zagrożenie.
Według opinii lokalnej społeczności oraz ekspertów kluczem do skutecznej eliminacji rośliny jest systematyczność. Postulat jest prosty: raz w roku, najlepiej wczesną wiosną, na miejsce powinna wchodzić profesjonalna firma, która zneutralizuje rośliny, zanim zdążą osiągnąć duże rozmiary i wejść w fazę kwitnienia. Koszt takiego działania szacowany jest na kilkanaście tysięcy złotych. W ocenie mieszkańców, w skali budżetu samorządu nie jest to wydatek znaczący, zwłaszcza jeśli ma przełożyć się na bezpieczeństwo dzieci, osób starszych i wszystkich korzystających z okolicznych terenów spacerowych.
Sprawa została zgłoszona do instytucji
Wobec braku skutecznych działań na poziomie lokalnym sprawa została oficjalnie skierowana do instytucji wojewódzkich. Zgłoszenia dotyczące ekspansji tego inwazyjnego gatunku obcego trafiły już do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.
Istotny okazał się również fakt, że rośliny porastają koryto rzeki, czyli teraz należący do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Z tego względu konieczna była interwencja w centrali Wód Polskich. Jak relacjonują mieszkańcy, reakcja tej instytucji była szybka. Sprawa została formalnie przekazana zgodnie z kompetencjami do Zarządu Zlewni w Jaśle, który odpowiada za ten odcinek rzeki. Obecnie lokalna społeczność oczekuje na oficjalne decyzje i konkretne działania ze strony jasielskich urzędników.
Obowiązki wynikają z przepisów
W tle całej sprawy pozostają obowiązujące przepisy. Kwestie związane z obecnością niebezpiecznych gatunków inwazyjnych reguluje ustawa z 11 sierpnia 2021 roku o inwazyjnych gatunkach obcych. Zgodnie z jej zapisami na organach wykonawczych gmin oraz zarządcach terenów spoczywa obowiązek podejmowania działań zaradczych w przypadku stwierdzenia obecności takich roślin. Dla mieszkańców to ważny argument w sporze z urzędniczą opieszałością i przerzucaniem odpowiedzialności między instytucjami.
Upały dodatkowo zwiększają ryzyko
Sytuację dodatkowo pogarszają obecne warunki pogodowe. Wysokie temperatury i silne nasłonecznienie sprawiają, że barszcz Sosnowskiego staje się jeszcze groźniejszy. Roślina wydziela do powietrza związki kumarynowe w postaci lotnych olejków eterycznych, co oznacza, że do oparzenia może dojść nawet bez bezpośredniego kontaktu z łodygą czy liśćmi. Wystarczy przebywać w bliskim sąsiedztwie skupiska.
Sok barszczu w połączeniu z promieniowaniem UV może powodować bolesne, trudne do zagojenia pęcherze i rany. Z tego powodu mieszkańcy apelują o zachowanie szczególnej ostrożności w rejonie koryta rzeki we Wrocance i przy granicy z Niżną Łąką. Szczególną uwagę należy zwrócić na dzieci oraz zwierzęta domowe, które podczas spacerów mogą nieświadomie zbliżyć się do niebezpiecznych roślin.
Sprawa barszczu Sosnowskiego we Wrocance pokazuje, jak szybko lokalny problem środowiskowy może przerodzić się w realne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa mieszkańców. Dziś nie chodzi już tylko o ostrzeganie, ale o skuteczne i regularne działania, które zatrzymają dalsze rozprzestrzenianie się rośliny. Mieszkańcy wykonali swój krok, zgłaszając sprawę do odpowiednich instytucji. Teraz oczekują, że za formalnościami pójdą konkretne decyzje i szybka interwencja w terenie.



.jpg)






.jpg)