Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 14 sierpnia 2026 18:18
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Lekarze uciekają z małych miast

Lekarze uciekają z małych miast, a kryzys kadrowy w ochronie zdrowia coraz mocniej uderza w pacjentów. W niektórych powiatach na wizytę u specjalisty czeka się nawet trzy lata, a brak personelu grozi ograniczaniem kolejnych świadczeń.
Lekarze uciekają z małych miast

Autor: Freepik

W małych miastach dostęp do lekarza staje się coraz większym problemem, a najnowsze dane pokazują, że kryzys kadrowy w ochronie zdrowia nie jest już jedynie ostrzeżeniem, lecz rzeczywistością odczuwaną przez pacjentów na co dzień. Długie kolejki do specjalistów, trudności z obsadzeniem dyżurów i rosnąca liczba lekarzy zbliżających się do wieku emerytalnego tworzą obraz systemu, który w wielu powiatach działa na granicy wydolności.

Kolejki liczone w setkach dni

Skala problemu najlepiej widoczna jest w czasie oczekiwania na świadczenia. W Gorzowie Wielkopolskim pacjent w stanie stabilnym czeka na wizytę kardiologiczną 1067 dni. W Wałbrzychu czas oczekiwania na świadczenie z zakresu chirurgii ogólnej wynosi 635 dni. To nie są odosobnione przypadki, lecz sygnały szerszego kryzysu, który szczególnie mocno dotyka mniejsze ośrodki.

Podobnie wygląda sytuacja w psychiatrii dziecięcej. We Wrocławiu termin oczekiwania wynosi 328 dni, a w Bydgoszczy 255 dni. W poradniach chorób metabolicznych również notowane są rekordowe opóźnienia. W Olsztynie pacjent w przypadku stabilnym czeka 915 dni, w Gdyni 762 dni, a w Białymstoku 544 dni. W praktyce oznacza to, że w części przypadków termin wizyty przypada dopiero za kilka lat.

Raport SGH pokazuje skalę kryzysu

Najnowszy raport Think Tanku SGH dla Ochrony Zdrowia, opisywany przez „Fakt”, nie pozostawia wątpliwości. Aż 79 proc. badanych placówek ocenia brak lekarzy jako problem poważny lub bardzo poważny. Badanie objęło 181 placówek medycznych działających w mniejszych miastach Polski, co pokazuje, że mowa nie o incydentalnych trudnościach, ale o zjawisku systemowym.

Największe obawy budzi to, że obecne niedobory mogą w najbliższych latach jeszcze się pogłębić. W ponad połowie badanych lecznic od 30 do 50 proc. lekarzy już osiągnęło wiek emerytalny albo osiągnie go w ciągu najbliższych pięciu lat. Dla wielu szpitali i poradni oznacza to realne ryzyko utraty kolejnych specjalistów, których już dziś trudno zastąpić.

Brak jednego specjalisty może sparaliżować oddział

W mniejszych miastach problem kadrowy ma znacznie poważniejsze konsekwencje niż w dużych aglomeracjach. W powiatowych placówkach często nie ma rezerwy kadrowej, a odejście jednego lekarza może zaburzyć funkcjonowanie całego oddziału. Jak cytuje „Fakt”, prezes Szpitala Miejskiego w Gliwicach Przemysław Gliklich podkreśla, że w miastach powiatowych trwa bój o każdego lekarza, a brak jednego specjalisty może oznaczać zamknięcie całego oddziału.

To właśnie dlatego kadrowa sytuacja w małych ośrodkach jest szczególnie niebezpieczna. Tam, gdzie liczba lekarzy jest minimalna, każdy wakat natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń, wydłużenie kolejek i większe obciążenie pozostałego personelu.

Największe braki w kluczowych specjalizacjach

Deficyt nie dotyczy wyłącznie wąskich dziedzin medycyny, ale specjalizacji niezbędnych do codziennego funkcjonowania szpitali. Największe braki dotyczą internistów – wskazuje je 62 proc. placówek. Problemy z dostępnością anestezjologów i specjalistów intensywnej terapii zgłasza 50 proc. lecznic. Trudności ze znalezieniem chirurgów ogólnych deklaruje 48 proc., a radiologów 47 proc..

Znaczenie tych braków jest fundamentalne. Bez anestezjologów trudno przeprowadzać operacje, bez chirurgów nie da się utrzymać pełnej działalności oddziałów zabiegowych, a niedobór internistów uderza w podstawy działania wielu szpitali. To właśnie dlatego problemy kadrowe nie są jedynie kwestią organizacyjną, ale bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców.

Młodzi lekarze wybierają duże miasta

Dyrektorzy placówek wskazują, że źródła problemu są głębsze niż tylko kwestia pojedynczych wakatów. 64 proc. badanych jako główną przyczynę podaje niedobór specjalistów w całym regionie. Kolejne 48 proc. zwraca uwagę na konkurencję innych placówek, a 45 proc. na małą atrakcyjność szpitala wynikającą z jego położenia.

Dla młodych lekarzy duże miasta są po prostu bardziej atrakcyjne. Oferują pracę w większych szpitalach, możliwość łączenia etatów, dostęp do prywatnych placówek oraz większe szanse rozwoju zawodowego, zwłaszcza w ośrodkach akademickich. W efekcie mniejsze miejscowości przegrywają walkę o kadry nie tylko poziomem wynagrodzeń, ale też warunkami rozwoju i stylem życia.

Pacjenci płacą za kryzys ograniczoną dostępnością leczenia

Konsekwencje niedoboru lekarzy ponoszą przede wszystkim pacjenci. Szpital, który nie ma pełnej obsady, nie jest w stanie przyjmować tylu osób, ilu potrzebuje pomoc. Z raportu wynika, że 37 proc. placówek w ciągu ostatnich dwóch lat musiało zmienić kontrakty z NFZ, ograniczając zakres oferowanych świadczeń. W przypadku szpitali I stopnia odsetek ten przekracza 40 proc..

W praktyce oznacza to mniej przyjęć, gorszą dostępność części świadczeń i konieczność szukania pomocy poza miejscem zamieszkania. Dla mieszkańców mniejszych miejscowości to często konieczność dojazdu do szpitala wojewódzkiego oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. Problem dotyczy więc nie tylko czasu oczekiwania, ale również realnego dostępu do leczenia.

Ratunkiem lekarze z zagranicy, ale to nie wystarcza

Szpitale próbują łatać braki, zatrudniając lekarzy spoza Polski. Z raportu wynika, że 87 proc. szefów szpitali już korzysta z zagranicznych kadr medycznych. Taki sam odsetek deklaruje gotowość do natychmiastowego zwiększenia ich zatrudnienia. Jednocześnie 67 proc. menedżerów uważa, że dostępność lekarzy z zagranicy jest nadal niewystarczająca wobec potrzeb.

To pokazuje, że nawet otwartość na zatrudnianie medyków spoza kraju nie rozwiązuje problemu w skali, jakiej wymagają powiatowe placówki. Chęć przyjęcia nowych lekarzy nie zawsze idzie w parze z możliwością ich szybkiego pozyskania.

Problem, którego nie da się rozwiązać z dnia na dzień

Eksperci zwracają uwagę, że kryzys kadrowy w ochronie zdrowia wymaga działań długoterminowych. Wykształcenie lekarza specjalisty trwa ponad dekadę, dlatego nie można oczekiwać, że zwiększenie liczby miejsc szkoleniowych przyniesie natychmiastowy efekt. Tymczasem wiele małych szpitali już dziś funkcjonuje pod presją braków kadrowych, a w kolejnych latach sytuacja może się jeszcze pogorszyć.

Raport Think Tanku SGH dla Ochrony Zdrowia pokazuje jasno, że Polska powiatowa staje wobec jednego z najpoważniejszych wyzwań w ochronie zdrowia. Jeśli nie uda się zatrzymać odpływu lekarzy do dużych miast i zabezpieczyć zastępstw dla odchodzących na emeryturę specjalistów, kolejki będą rosły, a dostęp do leczenia w mniejszych miejscowościach stanie się jeszcze bardziej ograniczony.


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
PRZECZYTAJ
Reklama
  
Reklama