Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 12 lipca 2026 07:00
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Atak na medyków. SOR-y wciąż zmagają się z agresją pacjentów

Dwie interwencje policji w ciągu jednej nocy na SOR-ze. Agresja wobec medyków to problem, z którym mierzą się szpitale w całym kraju.

Szpitalne Oddziały Ratunkowe od lat pozostają miejscem szczególnego napięcia, ale kolejne zdarzenia pokazują, że problem agresji wobec personelu medycznego nie słabnie. W nocy z 6 na 7 lipca na SOR-ze w Nowym Targu policja interweniowała dwukrotnie w związku z zachowaniem pacjentów wobec medyków. To kolejny sygnał, że osoby niosące pomoc same coraz częściej potrzebują ochrony.

Dwie policyjne interwencje w ciągu jednej nocy

Pierwsze zgłoszenie dotyczyło 68-letniej pacjentki, która – według ustaleń policji cytowanych przez RMF24 – miała zaatakować ratowniczkę medyczną wykonującą obowiązki służbowe. Kobieta została objęta czynnościami prowadzonymi przez funkcjonariuszy.

Do kolejnej interwencji doszło kilka godzin później. Tym razem policjanci zostali wezwani do 34-letniego mężczyzny, który miał znajdować się pod wpływem alkoholu i kierować groźby wobec personelu medycznego. Mężczyzna został zatrzymany przez policję.

To nie pierwszy taki przypadek

Zdarzenia z początku lipca nie są odosobnione. Jak wynika z wcześniejszych ustaleń, w czerwcu na tym samym SOR-ze policjanci zajmowali się sprawą 48-latka, który według śledczych miał uderzyć pielęgniarza w twarz i kopnąć ratowniczkę medyczną. Postępowanie dotyczyło naruszenia nietykalności cielesnej osoby chronionej prawnie podczas wykonywania czynności służbowych.

Jeszcze wcześniej, w grudniu 2025 roku, na tym oddziale doszło do ataku 51-letniej pacjentki na ratowniczkę medyczną. Według ustaleń kobieta miała kopać ją po brzuchu, szarpać za włosy i znieważać. Powtarzalność takich incydentów pokazuje, że personel ratunkowy pracuje w środowisku stale obciążonym ryzykiem przemocy.

Agresja na SOR-ach to problem ogólnopolski

Choć nie istnieje jedna dokładna statystyka obejmująca wszystkie awantury i ataki na polskich SOR-ach, środowisko medyczne od dawna alarmuje, że zjawisko ma charakter powszechny. To właśnie oddziały ratunkowe i ratownictwo medyczne należą do tych obszarów ochrony zdrowia, w których personel jest szczególnie narażony na agresję ze strony pacjentów i osób towarzyszących.

Nie chodzi wyłącznie o podniesiony głos czy słowne utarczki. Medycy mierzą się także z wyzwiskami, groźbami, naruszaniem nietykalności cielesnej, szarpaniem, rzucaniem przedmiotami, a nawet atakami z użyciem niebezpiecznych narzędzi. To sytuacje, które bezpośrednio wpływają nie tylko na bezpieczeństwo personelu, ale też na sprawność udzielania pomocy innym pacjentom.

W 2024 roku ratownicy medyczni mieli zgłosić ponad 3 tys. przypadków, w których potrzebowali wsparcia z powodu agresji pacjentów lub osób im towarzyszących. Z kolei szacunki środowiska medycznego mówią nawet o setkach tysięcy agresywnych zachowań wobec ratowników rocznie, choć obejmują one również agresję słowną i sytuacje, które nie kończą się interwencją policji.

Skala funkcjonowania systemu ratunkowego dodatkowo pokazuje, jak duże jest pole do występowania konfliktów. W 2025 roku z pomocy SOR-ów i izb przyjęć skorzystało około 6,6 mln osób. Przy tak ogromnej liczbie pacjentów każde przeciążenie systemu może zwiększać ryzyko napięć.

Skąd bierze się agresja

Personel medyczny od lat wskazuje, że jednym z najczęstszych źródeł konfliktów na SOR-ach jest długi czas oczekiwania. Dla wielu pacjentów i ich rodzin trudne do zaakceptowania są zasady triażu, czyli kwalifikowania chorych według pilności stanu zdrowia, a nie kolejności przyjścia. To sprawia, że osoby oczekujące często odbierają zwłokę jako brak reakcji, choć w praktyce personel zajmuje się przypadkami bezpośredniego zagrożenia życia.

Znaczenie mają także stres, strach i bezradność towarzyszące chorobie. Emocje pacjentów i ich bliskich rosną szczególnie tam, gdzie warunki pracy są trudne, a personel działa pod silną presją czasu. Dodatkowym czynnikiem są osoby nietrzeźwe lub znajdujące się pod wpływem substancji psychoaktywnych, które częściej reagują impulsywnie i agresywnie.

Na sytuację wpływają również przeciążenie systemu oraz braki kadrowe. Medycy pracują w warunkach, w których liczba obowiązków często przewyższa możliwości zespołów dyżurnych. W takich realiach każdy incydent agresji nie tylko zagraża bezpieczeństwu pracowników, ale też odciąga uwagę od pacjentów wymagających natychmiastowej pomocy.

Medycy są chronieni prawnie

W debacie o przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia regularnie powraca kwestia odpowiedzialności karnej sprawców. Personel medyczny podczas udzielania świadczeń zdrowotnych korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Oznacza to, że naruszenie nietykalności lekarza, ratownika medycznego czy pielęgniarki może być traktowane jako przestępstwo ścigane z urzędu.

W praktyce sprawca może ponieść odpowiedzialność karną, a sąd może orzec grzywnę, karę ograniczenia wolności albo karę pozbawienia wolności do roku. To ważny sygnał, że agresja wobec medyków nie jest incydentem, który można bagatelizować jako efekt nerwów czy trudnej sytuacji.

Problem, który wciąż czeka na skuteczną odpowiedź

Przypadek z Nowego Targu pokazuje, że personel SOR-ów nadal wykonuje swoją pracę w warunkach rosnącego zagrożenia. Dwie policyjne interwencje jednej nocy, a wcześniej kolejne podobne zdarzenia na tym samym oddziale, unaoczniają skalę wyzwania. W miejscu, gdzie liczy się każda minuta i gdzie zapadają decyzje ratujące życie, agresja nie jest tylko naruszeniem porządku. Staje się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa medyków i pacjentów oraz dla sprawności całego systemu ratunkowego.


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
PRZECZYTAJ
Reklama
  
Reklama