Do tragedii doszło w niedzielny poranek 6 lipca ub. roku w Lubatówce. Jak informowała wtedy prokuratura, podczas domowej awantury ojciec zadał 40-letniemu synowi cios nożem w okolice klatki piersiowej. Mężczyzna zmarł na miejscu. Marian C., który był nietrzeźwy, został zatrzymany.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego rok później. Prokuratura zarzuca 71-letniemu Marianowi C. zabójstwo i działanie z zamiarem bezpośrednim.
- Znajdując się w stanie nietrzeźwości, dokonał zabójstwa Adriana C. w ten sposób, że trzymanym w lewej ręce nożem kuchennym o długości ostrza 18,5 cm, ugodził pokrzywdzonego w klatkę piersiową po stronie lewej, z następowym uszkodzeniem narządów jamy klatki piersiowej, a w szczególności serca i aorty, masywnym krwotokiem do jamy osierdzia i tamponadą serca, co skutkowało ostrą niewydolnością krążeniowo-oddechową, które to obrażenia spowodowały zgon pokrzywdzonego - odczytał prokurator.

Marian C. nie przyznaje się do zarzucanego czynu. Przekonuje, że do sytuacji doszło, bo syn rzucił się na niego.
- Działałem w obronie własnej - wyjaśniał.
Konflikt trwał od lat
Oskarżony przekonywał sąd, że jego relacje z synem nie były najlepsze od lat. Opowiadał, że do awantur miało dochodzić przede wszystkim wtedy, gdy Adrian był pod wpływem alkoholu. Według 71-latka syn potrafił wypić nawet 15 piw w ciągu nocy.
Tłem konfliktu, zdaniem oskarżonego, była również jego deklaracja, że swojej części domu nie przepisze Adrianowi, ale jednemu z wnuków lub wnuczek.
Po jednej z wcześniejszych kłótni ojciec miał trafić na trzy dni do szpitala po pobiciu przez syna. Oskarżony opowiadał też o sytuacji, gdy sam ruszył za Adrianem z łopatą. Według jego relacji syn jeździł motocyklem bez prawa jazdy, również pod wpływem alkoholu.
- Wygrzebywałem trociny spod cyrkularki. Adrian przyjechał, postawił motor i uderzył mnie dwa razy w głowę. Chwyciłem łopatę, on zaczął uciekać. Ścigałem go 30-40 metrów, zanim się przewrócił. Ale ja go nie uderzyłem. Uderzyłem łopatą w ziemię koło niego - mówił.
Marian C. przekonywał również, że agresywne zachowania syna nie ograniczały się do konfliktów z nim. Opowiadał o bójkach Adriana z sąsiadem i jego bratem, a także zatargach z innymi mieszkańcami. Wspominał o zniszczonym ogrodzeniu oraz interwencji policji, podczas której jego syn miał uciekać przed funkcjonariuszami przez pola.
Awantura o czereśnie
Marian C. szczegółowo opisał wydarzenia z 6 lipca ubiegłego roku. Jak wyjaśniał, tego ranka spał w pomieszczeniu na parterze domu. Obudził go syn, który miał wejść do pokoju i zacząć go szarpać.

Powodem kłótni miały być czereśnie. Adrian wystawił w internecie ogłoszenie o ich sprzedaży, choć – jak tłumaczył oskarżony – owoce nie były jeszcze zerwane, a on chciał, żeby korzystały z nich wnuki. Marian C. domagał się usunięcia ogłoszenia.
Awanturę usłyszała żona oskarżonego. Zeszła z piętra i przekonała Adriana, by wrócił na górę. Marian C. podkreślał, że podczas tej pierwszej wizyty syn nie miał przy sobie noża.
71-latek przekonywał sąd, że 6 lipca rano nie pił alkoholu. Przyznał natomiast, że pił wódkę dzień wcześniej. Badanie przeprowadzone po zdarzeniu wykazało, że był nietrzeźwy, miał około promila alkoholu. Jego syn Adrian – ponad 3 promile.
Po pierwszej awanturze Marian C. został na dole. Jak opowiadał, usiadł na fotelu. Na ławostole leżał nóż, który miał przynieść z kuchni. Twierdził, że chciał nim pomóc sobie w otwarciu 1,5-litrowej butelki wody, ponieważ ze względu na spocone ręce nie był w stanie odkręcić plastikowej zakrętki.
Adrian przebywał w tym czasie na piętrze i głośno słuchał muzyki. Po pewnym czasie 40-latek ją jeszcze podgłośnił.
- Chyba zrobił to dlatego, żebym ja nie słyszała, jak będzie schodził do męża - mówiła żona oskarżonego.
Wrócił z nożem
Adrian – jak wyjaśniał oskarżony – nagle wszedł do jego pokoju. Tym razem z długim scyzorykiem w ręce.
- Powiedział: „ja cię zaj…ę”. Wtedy chwyciłem nóż leżący na ławostole - relacjonował 71-latek.
Oskarżony opowiadał, że trzymał nóż w lewej ręce, na wysokości głowy, z ostrzem skierowanym w stronę Adriana. Kiedy zaczął wstawać z fotela, syn miał ruszyć w jego kierunku.
- Skoczył na mnie. Nawet nie zauważyłem kiedy - wyjaśniał.
Marian C. utrzymuje, że nie wykonał zamachu i nie zadał synowi ciosu. Według jego wersji Adrian miał nadziać się na nóż, który trzymał przed sobą, albo zranić się swoim.
Adrian osunął się na podłogę, a Marian wybiegł z pokoju i zaczął wołać żonę. Krzyczał do niej, by zadzwoniła po pogotowie i policję.
Po połączeniu z numerem alarmowym małżonkowie wykonywali polecenia dyspozytora. Obrócili 40-latka na plecy i próbowali zatamować krwawienie ręcznikiem. Później 71-latek wybiegł na główną drogę, by wskazać ratownikom miejsce zdarzenia.
Mimo podjętej pomocy życia Adriana nie udało się uratować.
Grozi mu dożywocie
Marian C. odpowiada za zabójstwo z art. 148 par. 1 kodeksu karnego. Za zarzucany mu czyn grozi kara co najmniej 10 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.


.jpg)






.jpg)